Parę słów o wracającym jak bumerang trendzie (choć dla niektórych jest to trend stały...) na noszenie czerni i tylko czerni. Przypomina o tym ostatni numer Wysokich obcasów (tam wersja bardzo żałobna, efekt mierny lub bardzo efekciarski, zwłaszcza w połączeniu z azjatycką urodą modelki...). Lubię to bardzo.
Wrzucę parę fotek z 2 kolekcji, które zaprzątają mi teraz głowę.
Pierwsza dość dziewczyńska. Nigdy tego nie robiłam, nadszedł czas na mój pierwszy raz - zachwycam się sukniami ślubnymi. A wszystko przez Verę Wang i jej czarne suknie ślubne (na jesień 2012).
Ta środkowa, no po prostu... brak mi słów.
Druga sprawa - ciuchy Anti Sweden, norweskiej marki odzieżowej. Fajna stylistyka, świetna sesja zdjęciowa, te zwierzęce i gotyckie motywy - pycha!
Nie jest ważne, czy to zima, czy to jesień, Hood towarzyszy Morfeuszowi w tuleniu do poduszki zakochanych, jak i tych myślących trzeźwiej. Z dzisiejszej perspektywy Cold House jawi się jako zastrzyk świeżej krwi dla popadającej w coraz większy marazm brytyjskiej muzyki około-niezależno-rockowej przełomu wieków, tudzież jako zwieńczenie wyczerpującej drogi poszukiwania własnego stylu.
Paradoskalnie, odcinając się od klasycznego post-rocka (okreslanego według definicji Simona Reynoldsa), przeważającego na poprzednim długogrającym wydawnictwie (całkiem ładnej, acz nudnawej The Cycle of Days and Seasons), wyspiarze zrywają łatkę epigonów i nagrywają pierwszą w swojej karierze płytę post-rockową sensu stricto, tak jak wspanialni poprzednicy, w rodzaju Bark Psychosis czy Disco Inferno, wykraczając poza format klasycznej piosenki. To na tym krążku łagodne arpeggia gitary, słowa wyszeptywane zrezygnowanym głosem, anemicznie kroczące bębny kontrastują z syntetyczną pulsacją, paranoicznie przecinanymi nawijkami, pojawiającymi się i znikającymi bez uprzedzenia. Pomijając zaskoczenie rapsodycznymi wystąpieniami ziomkow z wytwórni Anticon, zdumiewa fakt, iż zaimplementowanie elementów IDM przebiegło bezboleśnie - elektroniczne struktury uszlachetniają kompozycje i nie wpływają negatywnie na ich wewnętrzną spójność. Jakby tego było mało, przyjemność w obcowaniu z dźwiękową fakturą skutecznie dopełniają teksty - "To było takie smutne" - przywołując słowa pewnej kobiety.
Fragmentami Cold House wybrzmiewa niczym postmodernistyczny mash-up, nierozstrzygalna batalia dwóch przeciwnych stylistyk, jednak ani przez chwilę nie traci przy tym powagi i nie unika wszechobecnej melancholii. Niczym zapomniany pamiętnik, w którym pomieszana chronologia wpisów, wielokrotne przekreślania i poprawki subtelnie dają nam do zrozumienia, że nie było dobrze, że mogło być lepiej. Zapomniany, nadal aktualny pamiętnik.
Wystarczy pojawić się w sobotę w godzinach wieczornych w katowickiej Hipnozie. Będzie tam taki śmieszny pan. Będziemy też my. Będzie fajna muzyka i dobra zabawa. Podrygi, frygi, drygi. Grzane wino z malinami i kobiety wymalowane złotem.
El guincho to po hiszpańsku rybołów.
Mam duże oczekiwania dotyczące tego koncertu. Obym nie została zawiedziona!
Postanowiłam pokazać, że jesień nie musi być wyłącznie melancholia płynąca. Refleksja i smuteczek są potrzebne. Nawet bardzo. Ale po każdym spadku nastroju, przychodzi w końcu równowaga, jest lepiej. Cytując Wayne'a Coyne'a:
"You realize the sun doesn't go down It's just an illusion caused by the world spinning round"
Także ten, tego... Przeczekajmy ciemny miesiąc, oglądajmy filmy, z których wylewają się ciepłe emocje... Lista + linki do miejsc, gdzie można je obejrzeć online poniżej. Enjoy!